Zagadka

8 lata 1 miesiąc temu - 7 lata 5 miesiąc temu #1567 przez ewa
Zagadka was created by ewa
Zagadka



Załączniki:
8 lata 1 miesiąc temu #1569 przez albert
Replied by albert on topic Zagadka
Ciekawy kontrast.Na pierwszym zdjęciu budynek który przetrwał praktycznie w niezmienionej formie, a na drugim z wszystkich widocznych(nawet tych na drugim planie)ocalała jedna kamienica. W dodatku mocno przebudowana.

Kto nie pamięta historii skazany jest na ponowne jej przeżycie
5 lata 7 miesiąc temu #10707 przez ktośka
Replied by ktośka on topic Zagadka

ewa napisał: Zagadka



czy ta zagadka zostanie wyjaśniona? Ja kompletnie się nie orientuję.
5 lata 7 miesiąc temu - 5 lata 7 miesiąc temu #10709 przez albert
Replied by albert on topic Zagadka
Zagadka nie moja, ale tak przeterminowana że podejmę się wyjaśnienia.Pierwsze zdjęcie to budynek przy ul.Kopernika, za placem zabaw przedszkola.Praktycznie się nie zmienił.Na drugim zdjęciu ul Młynarska- widok z wylotu ul Dolnej.Przetrwał budynek na prawo od słupa w centrum zdjęcia Wszystkie inne znikły

Kto nie pamięta historii skazany jest na ponowne jej przeżycie
5 lata 7 miesiąc temu #10719 przez Robcio
Replied by Robcio on topic Zagadka
Ocalały dwa budynki przy ulicy młynarskiej B)
5 lata 7 miesiąc temu #10725 przez albert
Replied by albert on topic Zagadka

Robcio napisał: Ocalały dwa budynki przy ulicy młynarskiej B)

Napisałem przecież że z widocznych budynków,nie?Ten o którym piszesz nie jest widoczny
Bo z niewidocznych jeszcze budynek pogotowia i część domów z ul.Wojska Polskiego oraz jeden z ul.Podgórnej również by się w kadrze zmieściły.

Kto nie pamięta historii skazany jest na ponowne jej przeżycie
5 lata 7 miesiąc temu #10726 przez Robcio
Replied by Robcio on topic Zagadka
Widać czy nie widać.......
Przecież temat wiąże się z ulicą młynarską (na zdjęciu ukazana jest ta ulica). A więc stwierdziłem fakty, że przy ulicy młynarskiej ocalały dwa budynki.
Ciekawostka: że po wojnie główny młyn nie był zniszczony (tj. spalony). Informacja od osoby która przyjechała w 1945roku.
4 lata 5 miesiąc temu #15552 przez Grażyna
Replied by Grażyna on topic Zagadka
Mam pytanie, nad cukiernią Gucajtis (tak mniej więcej) na ścianie budynku jest posąg kobiety. Interesuje mnie legenda z nią związana.
4 lata 5 miesiąc temu #15570 przez Aszok
Replied by Aszok on topic Zagadka
Ozdoba o której piszesz jest ,,za młoda by obrosła w legendę". To kariatyda - bardzo efektowna podpora architektoniczna.

POZDRAWIAM SERDECZNIE.
4 lata 5 miesiąc temu #15571 przez 75 lat
Replied by 75 lat on topic Zagadka
W listopadzie tego roku(2014) mija rocznica......75 lat " zamieszkiwania(pobyt) w Ornecie. .......?
4 lata 5 miesiąc temu #15572 przez Do Grażyny
Replied by Do Grażyny on topic Zagadka
» Legenda o Kryształowej Li
Dodano: 9 lipca 2011 roku, autor: Waldemar Mańkowski

Wywiodła się z żyznych ziem mazowieckich. Na chrzcie św. otrzymała dwa imiona: Liliana – Bogumiła. Była córką możnego pana i wszystko zdawało się wskazywać na to, iż jej życie nie zazna trosk, codziennych zmartwień i dotkliwego cierpienia. Jedynaczką będąc – od lat niemowlęcych była otaczana najwyższą rodzicielską czułością i opieką. Ulubienica mamy, oczko w głowie taty – była mała Li rozpieszczona i hołubiona w stopniu, w jakim nie było doglądane żadne dziecko tej krainy…

Poza wielką rodzicielską miłością i troską – wszechmocny Bóg obdarzył ją dobrym zdrowiem i niepospolitą urodą. Piękną i nadzwyczaj roztropną Li podziwiali i ubóstwiali wszyscy, szczególnie zaś służba Knezia Leszka, nazywając ją – urokliwą knezianką. Ta powszechna adoracja miała swe dobre i złe strony. Dobre bo tworzyła dla Liliany bardzo korzystny rozwojowy klimat, a złe bo wbijała ją w nieopisaną dumę.

Liliana pogodna i szczęśliwa. Od lat najmłodszych uczono ją muzyki, tańca, śpiewu, efektownych towarzyskich manier, no i wszystkiego tego, – co przystoi białogłowom jej nacji. Kiedy z młodego skrzata w dorodną dziewoję przeobrażać się zaczęła – chłopiąt się różnych i rycerzów wszelakich maści mnóstwo koło niej kręcić zaczęło. Tedy zaniepokojeni rodzice – nic tylko ją w sztukach białogłowskich zaprawiali, ale i w jeździe konnej, strzelaniu, tudzież biegłym władaniu bronią;. Nawet łacińskiego się i jakiegoś cudzoziemskiego, bodajże germańskiego języka uczyła, by mogły jej one służyć w nieoczekiwanej potrzebie. A że pojętna i chętliwa do wszelkich ćwiczeń była wyniki tych poczynań były znakomite. Wydawało się, iż niebo i ziemia sprzysięgły się, by nadobnej Lilianie służyć.

Jednak /jak w niemal każde ludzkie życie/ – tak i w życie pięknej knezianki – wmieszał się zły los. Najukochańszego ojca jak w czeluść straszliwą i bezdenną wchłonęła wojna. Najpierw przeciw zapalczywemu i przewrotnemu Krzyżactwu, potem przeciw Prusakom skierowana, z której nie wrócił. Matka zaś, Eleonora /idąc za swą piękną córką nigdy dotąd nieznaną, ciernistą drogą/ „najpierw wszelakiej godności i majętności pozbawiona została, a potem na ziemie Prus wschodnich /karnie/ ją wywieziono” I … „byłyby tu pewnikiem w poniżeniu, hańbie i nędzy zginęły gdyby nie ich nadzwyczajna przebiegłość i Liliany powab okrutny”.

Los rzucił je na Warmię, ściślej do miejscowości, którą z germańska nazywano Wormditt, a od wieku XV także Orneta. Po paroletnich wzdychaniach za utraconym rajem – różnych perturbacjach i upokorzeniach – panią Lenę, matkę Li, która mimo wielu przeżyć niewiele utraciła ze swego kobiecego wdzięku, zainteresował się bardzo zamożny kupiec, właściciel orneckiej fabryki tytoniu i tabaki, by się z czasem z nią ożeniæ, zaś o rękę Liliany ubiegało się tak wielu zalotników, iż było to zadziwiające nie tylko tu w Ornecie, lecz na całej chrześcijańskiej Warmii.

Dziewczyna, mieszkając w narożnikowym domu z balkonem /dziś zbieg ulic Sienkiewicza i Kościuszki/ – bawiła się tą adoracją odbierała liczne i bogate prezenty, chętnie chadzała na /w mieście całym głośne/ zabawy i tańce, zwłaszcza w okresie hucznych karnawałów, ale … swego wianeczka tak pilnie strzegła, te nawet największe z panieńskich pokus Jej od takiego postępowania odwieść nie były w stanie.

Mając określone wychowanie religijne i mocno zaszczepioną miłość do wszystkiego, co polskie i narodowe – za żadnego cudzoziemca wyjść nie chciała, a wianeczek swój dziewiczy nie byle chłoptysiowi czy kupczykowi, a tylko wybrankowi ulubionemu krwi polskiej oddać była gotowa. Taką tedy będąc – za złe matce swojej poczytywała fakt, iż się z niepewnym jakimś tubylcem na ślubne kobierce udała i … z kretesem przepadła. Mężczyzn bez względu na dostatek, wiek i urodę przy sobie nie akceptowała, chyba że realizowali jakieś jej chwilowe kaprysy. Byli dla niej tylko przedmiotem godziwych uciech.

Nie wierzyła żadnemu, nawet najczulszemu, najszczerszemu słowu. Nie dopuszczała do zbliżeń nawet jej najbardziej zapobiegliwych, z anielską cierpliwością i zupełnie oddanych wielbicieli. I chyba dlatego tu w Ornecie nazywano ją – Kryształowa Li, Skalisty szał, Brylantowa Wenus, a najczęściej: Stróżka cnoty lub Dumna Knezianka. To ostatnie określenie pasowało do niej najbardziej.

Zginęła tragicznie w 57 roku życia. Zdarzyło się, iż wśród swych rozrywkowych eskapad – poznała młodego mężczyznę, który okazał się być synem jakiegoś polskiego powstańca. Obdarzyła go wyjątkową sympatią i długo hamowanym uczuciem. Jej licznym adoratorom nie spodobała się jednak taka gra. Jeden z najbardziej nieustępliwych i zazdrosnych – wyzwał Łukasza na pojedynek. Dowiedziawszy się o tym – dumna i twarda Li zjawiła się konno na polu walki. Przeciwnicy użyli broni palnej. W chwili strzału swym rozkochanym ciałem – zasłoniła Łukasza. Trafiona kulą – zginęła na miejscu. Był to w okolicach Omety ostatni honorowy pojedynek. Pogrzeb Kryształowej Li był swoistą manifestacją tutejszych niewiast.

Szczególnie licznie uczestniczyły w nim kobiety z Babiaka. Na cześć dzielnej obrończyni polskości, kobiecego honoru i dziewczęcej godności na domu przeznaczonym jej jako cząstkę wiana – wykonano wizerunek dziewczyny z głową umieszczoną w zestawie elementów herbowych i rękami unoszącymi ku niebiosom dziewiczy wianek.
4 lata 5 miesiąc temu #15573 przez Grażyna
Replied by Grażyna on topic Zagadka

Aszok napisał: Ozdoba o której piszesz jest ,,za młoda by obrosła w legendę". To kariatyda - bardzo efektowna podpora architektoniczna.

POZDRAWIAM SERDECZNIE.





Dziękuję za szybką odpowiedź. Zapytałam o tą figurę kobiety ponieważ ok 20 lat temu usłyszałam o niej legendę (od osoby która już nie żyje). Problem w tym, że dokładnie tej legendy nie pamiętam. Ten posąg znajduje się nad wejściem do cukierni Gucajtis ,ale nie tym którym wchodzi się teraz. Kiedyś wchodziło się innym wejściem.Co do legendy, to podobno ta kobieta była jedną z najładniejszych mieszkanek Ornety. Miała kawalera, który był w niej szaleńczo zakochany. Dziewczyna była kapryśna i zdradziła swojego kawalera. Ten z rozpaczy utopił się w jeziorze Mieczowym.Na dziewczynę spadła klątwa. Od tego czasu owa dziewczyna chodziła nad jezioro i rzucała wianki ( ten posąg ma uniesione ręce do góry i coś w nich trzyma) . Tyle pamiętam. Pozdrawiam
4 lata 5 miesiąc temu #15574 przez Grażyna
Replied by Grażyna on topic Zagadka

Do Grażyny napisał: » Legenda o Kryształowej Li
Dodano: 9 lipca 2011 roku, autor: Waldemar Mańkowski

Wywiodła się z żyznych ziem mazowieckich. Na chrzcie św. otrzymała dwa imiona: Liliana – Bogumiła. Była córką możnego pana i wszystko zdawało się wskazywać na to, iż jej życie nie zazna trosk, codziennych zmartwień i dotkliwego cierpienia. Jedynaczką będąc – od lat niemowlęcych była otaczana najwyższą rodzicielską czułością i opieką. Ulubienica mamy, oczko w głowie taty – była mała Li rozpieszczona i hołubiona w stopniu, w jakim nie było doglądane żadne dziecko tej krainy…

Poza wielką rodzicielską miłością i troską – wszechmocny Bóg obdarzył ją dobrym zdrowiem i niepospolitą urodą. Piękną i nadzwyczaj roztropną Li podziwiali i ubóstwiali wszyscy, szczególnie zaś służba Knezia Leszka, nazywając ją – urokliwą knezianką. Ta powszechna adoracja miała swe dobre i złe strony. Dobre bo tworzyła dla Liliany bardzo korzystny rozwojowy klimat, a złe bo wbijała ją w nieopisaną dumę.

Liliana pogodna i szczęśliwa. Od lat najmłodszych uczono ją muzyki, tańca, śpiewu, efektownych towarzyskich manier, no i wszystkiego tego, – co przystoi białogłowom jej nacji. Kiedy z młodego skrzata w dorodną dziewoję przeobrażać się zaczęła – chłopiąt się różnych i rycerzów wszelakich maści mnóstwo koło niej kręcić zaczęło. Tedy zaniepokojeni rodzice – nic tylko ją w sztukach białogłowskich zaprawiali, ale i w jeździe konnej, strzelaniu, tudzież biegłym władaniu bronią;. Nawet łacińskiego się i jakiegoś cudzoziemskiego, bodajże germańskiego języka uczyła, by mogły jej one służyć w nieoczekiwanej potrzebie. A że pojętna i chętliwa do wszelkich ćwiczeń była wyniki tych poczynań były znakomite. Wydawało się, iż niebo i ziemia sprzysięgły się, by nadobnej Lilianie służyć.

Jednak /jak w niemal każde ludzkie życie/ – tak i w życie pięknej knezianki – wmieszał się zły los. Najukochańszego ojca jak w czeluść straszliwą i bezdenną wchłonęła wojna. Najpierw przeciw zapalczywemu i przewrotnemu Krzyżactwu, potem przeciw Prusakom skierowana, z której nie wrócił. Matka zaś, Eleonora /idąc za swą piękną córką nigdy dotąd nieznaną, ciernistą drogą/ „najpierw wszelakiej godności i majętności pozbawiona została, a potem na ziemie Prus wschodnich /karnie/ ją wywieziono” I … „byłyby tu pewnikiem w poniżeniu, hańbie i nędzy zginęły gdyby nie ich nadzwyczajna przebiegłość i Liliany powab okrutny”.

Los rzucił je na Warmię, ściślej do miejscowości, którą z germańska nazywano Wormditt, a od wieku XV także Orneta. Po paroletnich wzdychaniach za utraconym rajem – różnych perturbacjach i upokorzeniach – panią Lenę, matkę Li, która mimo wielu przeżyć niewiele utraciła ze swego kobiecego wdzięku, zainteresował się bardzo zamożny kupiec, właściciel orneckiej fabryki tytoniu i tabaki, by się z czasem z nią ożeniæ, zaś o rękę Liliany ubiegało się tak wielu zalotników, iż było to zadziwiające nie tylko tu w Ornecie, lecz na całej chrześcijańskiej Warmii.

Dziewczyna, mieszkając w narożnikowym domu z balkonem /dziś zbieg ulic Sienkiewicza i Kościuszki/ – bawiła się tą adoracją odbierała liczne i bogate prezenty, chętnie chadzała na /w mieście całym głośne/ zabawy i tańce, zwłaszcza w okresie hucznych karnawałów, ale … swego wianeczka tak pilnie strzegła, te nawet największe z panieńskich pokus Jej od takiego postępowania odwieść nie były w stanie.

Mając określone wychowanie religijne i mocno zaszczepioną miłość do wszystkiego, co polskie i narodowe – za żadnego cudzoziemca wyjść nie chciała, a wianeczek swój dziewiczy nie byle chłoptysiowi czy kupczykowi, a tylko wybrankowi ulubionemu krwi polskiej oddać była gotowa. Taką tedy będąc – za złe matce swojej poczytywała fakt, iż się z niepewnym jakimś tubylcem na ślubne kobierce udała i … z kretesem przepadła. Mężczyzn bez względu na dostatek, wiek i urodę przy sobie nie akceptowała, chyba że realizowali jakieś jej chwilowe kaprysy. Byli dla niej tylko przedmiotem godziwych uciech.

Nie wierzyła żadnemu, nawet najczulszemu, najszczerszemu słowu. Nie dopuszczała do zbliżeń nawet jej najbardziej zapobiegliwych, z anielską cierpliwością i zupełnie oddanych wielbicieli. I chyba dlatego tu w Ornecie nazywano ją – Kryształowa Li, Skalisty szał, Brylantowa Wenus, a najczęściej: Stróżka cnoty lub Dumna Knezianka. To ostatnie określenie pasowało do niej najbardziej.

Zginęła tragicznie w 57 roku życia. Zdarzyło się, iż wśród swych rozrywkowych eskapad – poznała młodego mężczyznę, który okazał się być synem jakiegoś polskiego powstańca. Obdarzyła go wyjątkową sympatią i długo hamowanym uczuciem. Jej licznym adoratorom nie spodobała się jednak taka gra. Jeden z najbardziej nieustępliwych i zazdrosnych – wyzwał Łukasza na pojedynek. Dowiedziawszy się o tym – dumna i twarda Li zjawiła się konno na polu walki. Przeciwnicy użyli broni palnej. W chwili strzału swym rozkochanym ciałem – zasłoniła Łukasza. Trafiona kulą – zginęła na miejscu. Był to w okolicach Omety ostatni honorowy pojedynek. Pogrzeb Kryształowej Li był swoistą manifestacją tutejszych niewiast.

Szczególnie licznie uczestniczyły w nim kobiety z Babiaka. Na cześć dzielnej obrończyni polskości, kobiecego honoru i dziewczęcej godności na domu przeznaczonym jej jako cząstkę wiana – wykonano wizerunek dziewczyny z głową umieszczoną w zestawie elementów herbowych i rękami unoszącymi ku niebiosom dziewiczy wianek.




Dziękuję, chyba słyszałam inną legendę ale cieszę się że nareszcie znam tą legendę bo od dłuższego czasu zastanawiałam się nad tym. Może mamy jeszcze inne legendy o których nic nie wiemy? Fajnie by było je spisać i zamieścić do nich zdjęcia. Jeszcze raz serdecznie dziękuję
4 lata 5 miesiąc temu #15578 przez 75 lat
Replied by 75 lat on topic Zagadka
gdzie znajdują się klucze do miasta......podpowiedzi udzielam pod nr.tel. $&^^666*#
4 lata 5 miesiąc temu #15587 przez 75 lat..
Replied by 75 lat.. on topic Zagadka

Do Grażyny napisał: » Legenda o Kryształowej Li
Dodano: 9 lipca 2011 roku, autor: Waldemar Mańkowski

Wywiodła się z żyznych ziem mazowieckich. Na chrzcie św. otrzymała dwa imiona: Liliana – Bogumiła. Była córką możnego pana i wszystko zdawało się wskazywać na to, iż jej życie nie zazna trosk, codziennych zmartwień i dotkliwego cierpienia. Jedynaczką będąc – od lat niemowlęcych była otaczana najwyższą rodzicielską czułością i opieką. Ulubienica mamy, oczko w głowie taty – była mała Li rozpieszczona i hołubiona w stopniu, w jakim nie było doglądane żadne dziecko tej krainy…

Poza wielką rodzicielską miłością i troską – wszechmocny Bóg obdarzył ją dobrym zdrowiem i niepospolitą urodą. Piękną i nadzwyczaj roztropną Li podziwiali i ubóstwiali wszyscy, szczególnie zaś służba Knezia Leszka, nazywając ją – urokliwą knezianką. Ta powszechna adoracja miała swe dobre i złe strony. Dobre bo tworzyła dla Liliany bardzo korzystny rozwojowy klimat, a złe bo wbijała ją w nieopisaną dumę.

Liliana pogodna i szczęśliwa. Od lat najmłodszych uczono ją muzyki, tańca, śpiewu, efektownych towarzyskich manier, no i wszystkiego tego, – co przystoi białogłowom jej nacji. Kiedy z młodego skrzata w dorodną dziewoję przeobrażać się zaczęła – chłopiąt się różnych i rycerzów wszelakich maści mnóstwo koło niej kręcić zaczęło. Tedy zaniepokojeni rodzice – nic tylko ją w sztukach białogłowskich zaprawiali, ale i w jeździe konnej, strzelaniu, tudzież biegłym władaniu bronią;. Nawet łacińskiego się i jakiegoś cudzoziemskiego, bodajże germańskiego języka uczyła, by mogły jej one służyć w nieoczekiwanej potrzebie. A że pojętna i chętliwa do wszelkich ćwiczeń była wyniki tych poczynań były znakomite. Wydawało się, iż niebo i ziemia sprzysięgły się, by nadobnej Lilianie służyć.

Jednak /jak w niemal każde ludzkie życie/ – tak i w życie pięknej knezianki – wmieszał się zły los. Najukochańszego ojca jak w czeluść straszliwą i bezdenną wchłonęła wojna. Najpierw przeciw zapalczywemu i przewrotnemu Krzyżactwu, potem przeciw Prusakom skierowana, z której nie wrócił. Matka zaś, Eleonora /idąc za swą piękną córką nigdy dotąd nieznaną, ciernistą drogą/ „najpierw wszelakiej godności i majętności pozbawiona została, a potem na ziemie Prus wschodnich /karnie/ ją wywieziono” I … „byłyby tu pewnikiem w poniżeniu, hańbie i nędzy zginęły gdyby nie ich nadzwyczajna przebiegłość i Liliany powab okrutny”.

Los rzucił je na Warmię, ściślej do miejscowości, którą z germańska nazywano Wormditt, a od wieku XV także Orneta. Po paroletnich wzdychaniach za utraconym rajem – różnych perturbacjach i upokorzeniach – panią Lenę, matkę Li, która mimo wielu przeżyć niewiele utraciła ze swego kobiecego wdzięku, zainteresował się bardzo zamożny kupiec, właściciel orneckiej fabryki tytoniu i tabaki, by się z czasem z nią ożeniæ, zaś o rękę Liliany ubiegało się tak wielu zalotników, iż było to zadziwiające nie tylko tu w Ornecie, lecz na całej chrześcijańskiej Warmii.

Dziewczyna, mieszkając w narożnikowym domu z balkonem /dziś zbieg ulic Sienkiewicza i Kościuszki/ – bawiła się tą adoracją odbierała liczne i bogate prezenty, chętnie chadzała na /w mieście całym głośne/ zabawy i tańce, zwłaszcza w okresie hucznych karnawałów, ale … swego wianeczka tak pilnie strzegła, te nawet największe z panieńskich pokus Jej od takiego postępowania odwieść nie były w stanie.

Mając określone wychowanie religijne i mocno zaszczepioną miłość do wszystkiego, co polskie i narodowe – za żadnego cudzoziemca wyjść nie chciała, a wianeczek swój dziewiczy nie byle chłoptysiowi czy kupczykowi, a tylko wybrankowi ulubionemu krwi polskiej oddać była gotowa. Taką tedy będąc – za złe matce swojej poczytywała fakt, iż się z niepewnym jakimś tubylcem na ślubne kobierce udała i … z kretesem przepadła. Mężczyzn bez względu na dostatek, wiek i urodę przy sobie nie akceptowała, chyba że realizowali jakieś jej chwilowe kaprysy. Byli dla niej tylko przedmiotem godziwych uciech.

Nie wierzyła żadnemu, nawet najczulszemu, najszczerszemu słowu. Nie dopuszczała do zbliżeń nawet jej najbardziej zapobiegliwych, z anielską cierpliwością i zupełnie oddanych wielbicieli. I chyba dlatego tu w Ornecie nazywano ją – Kryształowa Li, Skalisty szał, Brylantowa Wenus, a najczęściej: Stróżka cnoty lub Dumna Knezianka. To ostatnie określenie pasowało do niej najbardziej.

Zginęła tragicznie w 57 roku życia. Zdarzyło się, iż wśród swych rozrywkowych eskapad – poznała młodego mężczyznę, który okazał się być synem jakiegoś polskiego powstańca. Obdarzyła go wyjątkową sympatią i długo hamowanym uczuciem. Jej licznym adoratorom nie spodobała się jednak taka gra. Jeden z najbardziej nieustępliwych i zazdrosnych – wyzwał Łukasza na pojedynek. Dowiedziawszy się o tym – dumna i twarda Li zjawiła się konno na polu walki. Przeciwnicy użyli broni palnej. W chwili strzału swym rozkochanym ciałem – zasłoniła Łukasza. Trafiona kulą – zginęła na miejscu. Był to w okolicach Omety ostatni honorowy pojedynek. Pogrzeb Kryształowej Li był swoistą manifestacją tutejszych niewiast.

Szczególnie licznie uczestniczyły w nim kobiety z Babiaka. Na cześć dzielnej obrończyni polskości, kobiecego honoru i dziewczęcej godności na domu przeznaczonym jej jako cząstkę wiana – wykonano wizerunek dziewczyny z głową umieszczoną w zestawie elementów herbowych i rękami unoszącymi ku niebiosom dziewiczy wianek.

........legenda krystalizacji li tylko potwierdza teorie.........Idę a bienie
Czas generowania strony: 0.562 s.