Powieść ,,Stacja Wormditt" - Forum Ornecianki
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT:

Powieść ,,Stacja Wormditt" 2023/03/07 18:46 #1

  • Aszok
  • Aszok Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Sekcja historyczna
  • Posty: 409
  • Otrzymane podziękowania: 39
Podbudowany zainteresowaniem, które moja ,,pisanina" wzbudza, postanowiłem udostępnić w odcinkach moją powieść o Ornecie i jej mieszkańcach. Mam nadzieję, że się spodoba. Wdzięczny będę za komentarze (niekoniecznie pochlebne). Życzę przyjemnej lektury



MIECZYSŁAW ŁUKSZA


Mojej córce Kamili



„Mam, tak samo jak ty,
miasto moje, a w nim
najpiękniejszy mój świat,
najpiękniejsze dni,
zostawiłem tam kolorowe sny”.

Marek Gaszyński.



STACJA WORMDITT


20.3.2013.
Usprawiedliwienie.



Będąc przeraźliwie świadomy faktu, żem kolejny naiwny - łudzący się, że tworzy dzieło, które nie zdąży ostygnąć na księgarskich półkach i rozejdzie się jak chleb z kiełbasą w piekarni Gendy, wbrew zdrowemu rozsądkowi, z junacką werwą przystępuję jednak do pisania.
Ktoś mógłby spytać:
- Po co tracisz czas i wypisujesz te dyrdymały? Komu to potrzebne? Kogo to obchodzi co się działo na jakimś zapyziałym zadupiu sto lat temu? Kim ty jesteś, że porywasz się na napisanie czegoś, co mają czytać inni? Gdzie twoje dyplomy i tytuły uprawniające cię do grzebania przy warsztacie literackim?
Może nie zapyta. A jak zapyta, to i ja zapytam:
- A kto tobie dał prawo do zadawania takich pytań?
Bo prawda jest taka, że nie ma zbyt wiele racjonalnych argumentów przekonujących, że to ma sens, ale czy wszystko, co robimy w życiu musi go mieć? Racjonalizm, jak wiele innych pojęć z czystym sumieniem można upchać do licznej grupy opatrzonych enigmatycznym i z powodu nadużywania nieco wyświechtanym określeniem – względne.
Łykając zachłannie tomy (tony) literatury zawsze byłem pełen podziwu dla ludzi pióra, którzy potrafili w sposób interesujący przekazać i utrwalić coś, co bez ich starań przestałoby istnieć. Tak jakby tego wcale nie było. Nie chodzi mi o rzeczy wielkie, zapisane grubą czcionką nasączoną patosem, ale o zdarzenia codzienne i ludzi zwykłych, choć niezwyczajnych - a skazanych na bezimienność, uwiecznionych jedynie w starych rocznikach statystycznych i wypłowiałych rejestrach kościelnych.
Pozazdrościłem im tego i postanowiłem sam spróbować. Żałowałbym gdybym tego nie uczynił. To mój swoisty hołd dla nich i moja skromna rekompensata za zauroczenie słowem zapisanym.
Może znajdzie się ktoś, niekoniecznie znajomy, lub krewny, kto poświęci swój drogocenny czas i spróbuje poczytać – mało to różnych dziwaków pałęta się bez konkretnego celu po tym najpiękniejszym ze światów?
- Dobry człowieku! Okaż wielkoduszne serce, nie przechodź obojętnie obok bliźniego, który chce się z Tobą podzielić czymś, co być może Cię zainteresuje – poczytaj zatem !



,,Czasami człowiek musi. Inaczej się udusi. Uuu.”

Jonasz Kofta.











Rozdział I


ZOSTAWIĆ WSZYSTKO



Greta szła powoli po ubitym gąsienicami wojskowych pojazdów śniegu pokrywającym grubą warstwą ulice jej rodzinnego miasta. W głowie miała totalny mętlik. Nie godziła się z tym co miała uczynić, ale co z tego? Musiała słuchać zdrowego rozsądku. Tego jej w życiu nigdy nie brakowało. Zawsze była rozsądna i silna. I posłuszna. Tak ją wychowano - jak wszystkie Niemki - w szacunku dla ojczyzny i rodziny.
Kanonadę rosyjskiej artylerii było słychać coraz wyraźniej, szczególnie podczas bezwietrznych, mroźnych nocy. Nie było sensu czekać dłużej, liczyć na cud. Limit cudów już dawno się wyczerpał.
Coraz więcej ludzi, ignorując zalecenia władz, decydowało się na opuszczenie swoich domów i wyjazd do rodziny, lub znajomych w Niemczech. Paraliżujący strach przed zdziczałymi rosyjskimi hordami, dyszącymi żądzą zemsty był silniejszy niż przywiązanie do ziemi ojczystej i domów rodzinnych. Jak wszyscy wyjeżdżający zostawiała dorobek całego swojego życia na łaskę i niełaskę tych, którzy wkrótce tu się zjawią.
Z niewielkim kuferkiem podróżnym zawierającym wszystkie fotografie, które udało się jej odkleić z albumów, garść biżuterii, bieliznę na zmianę i nieco jedzenia podążała na stację kolejową Wormditt. By stąd wyjechać i może nigdy już tu nie powrócić.
- Żeby Pan Bóg pokarał tych, co zamieszkają w naszych domach, – pomyślała w bezsilnej wściekłości – żeby nigdy nie zaznali spokoju !
Szła z cmentarza, dobrze znaną trasą pokonywaną prawie codziennie od dnia śmierci męża.
Miała do przejścia kilka kilometrów i wcale jej się nie spieszyło. Do odjazdu pociągu miała dużo czasu. Rozpamiętywała ostatnie chwile spędzone przy grobie męża, chciała je zapamiętać do końca życia. Nie doczekał biedak wojny; zmarł tuż przed jej wybuchem. Z perspektywy tych kilku lat to chyba nawet dobrze się stało. Czasami Bóg lituje się nad tymi, których bardzo kocha i zabiera ich do siebie, żeby nie doczekali tego co ma nastąpić. Tylko czemu ją zostawił ? Czemu jej nie wziął do siebie tak, jak jej męża ?
- Tak, tak, wiem czemu ! – tłumaczyła sama sobie. - Miałam się opiekować chłopcami! - Ze złości zacisnęła zęby aż do bólu.
- Przecież się opiekowałem ! – omal nie krzyknęła.
Nieszczęścia zaczęły się w 1939 roku, kiedy wszystko i w rodzinie, i w ojczyźnie układało się jak najlepiej. Czemu to tak jest, że jak wszystko idzie dobrze, to zaraz musi się popsuć ?
Kraj się rozwijał, ludzie początkowo nieufnie nastawieni do Adolfa Hitlera przekonywali się na każdym kroku, że pod jego rządami Niemcy potężniały jak nigdy dotąd. Choć było ciężko, gospodarka kwitła, czasy kryzysu minęły bezpowrotnie. Niemcy nie musieli już bać się nikogo, nikomu już nie musieli się w pas kłaniać.
Gdyby nie nagła śmierć męża i gdyby nie ta cholerna wojna, to mogłoby być tak pięknie. Ale Bóg miał inne plany. Zabrał Paula, ją zostawił samą. Ciężko jej było po tej tragedii się pozbierać, ale jakoś dzięki pomocy sąsiadów i wsparciu synów doszła do siebie i uwierzyła, że jednak warto żyć. Miała dla kogo. Synowie byli wprawdzie poza domem, ale jak tylko któryś miał kilka dni wolnych od nauki to przyjeżdżał do Wormditt.
Starszy o kilka minut Klaus studiował medycynę w Berlinie (na tej samej uczelni, co jego ojciec), a młodszy - Herman - chemię w Hamburgu. Czasami los się do niej uśmiechał szerzej i wtedy obaj przyjeżdżali do domu. To byli wspaniali chłopcy. Boże, czemu pozwoliłeś, żeby ten cholerny Hitler zaczął tę cholerną wojnę, czemu go nie pokarałeś gromem ognistym !? - aż się przestraszyła własnych myśli.
Chociaż ani ona, ani jej mąż nie interesowali się polityką, to byli zadowoleni z tego, co się działo.
Dziś za to cierpi. Ale czemu aż tak? Czemu zawsze najbardziej cierpią ci, co najmniej zawinili? – po raz kolejny zadawała te same pytania, wiedząc doskonale , że nie uzyska odpowiedzi.
Bolesne wspomnienia wracały po raz kolejny, ale ich nie odganiała. Potrzebowała tego, dziś zamykała ostatnią stronę księgi swego dotychczasowego życia, to wszystko czego doświadczyła, co przeżyła odchodziło w nicość, więc chciała by wszystko dopełniło się do ostatniej kropli.
Pierwszy do wojska poszedł Herman, przerwał studia, zgłosił się na ochotnika. Greta bardzo to przeżywała, jej matczyne serce krwawiło, ale poczucie obowiązku wobec ojczyzny nie pozwalało jej protestować.
Został wysłany do Francji, w okolice Lyonu, był zadowolony, że tam trafił, często pisał, służba nie była ciężka. Po roku przyjechał na tygodniowy urlop do domu. Przyjechał wtedy też Klaus, to było ich ostatnie wspólne spotkanie.
Na to wspomnienie mimowolny uśmiech zagościł na jej ustach. Aż zabolało. Piekąca twarz przypomniała, że jest bardzo zimno, do tej pory nie czuła tego. Przecież był styczeń, najmroźniejszy miesiąc w Prusach Wschodnich.
Jak tylko Klaus otrzymał dyplom został natychmiast powołany do wojska - lekarze byli niezbędni w każdej armii, a szczególnie w takiej, która wojowała z całym światem. Greta pocieszała się, że szpitale polowe są oddalone kilka kilometrów od frontu, więc jej syn będzie bezpieczny.
Gówno prawda! Klaus zginął w dwudziestym siódmym dniu pobytu na froncie wschodnim. Zginął śmiercią bohaterską. Tak powiedział oficer żandarmerii, który przyniósł do domu tę hiobową wieść i list kondolencyjny. Na domiar złego jednostka Hermana również została przetransportowana na front wschodni. Od tego dnia Greta modliła się tylko o jedno - żeby ten oficer już nie wrócił.
Na nic były modły, widocznie źle to robiła, albo Bóg miał takich próśb za dużo. Po dwudziestu ośmiu dniach znów zapukał do drzwi.
Po śmieci Hermana życie z niej uszło, w środku czuła tylko chłodną pustkę, nie potrafiła przeżywać niczego. Nie odczuwała też żadnych potrzeb, gdyby nie pomoc sąsiadek, to prawdopodobnie umarłaby z głodu. Była niczym manekin. Tylko oddychający. Wtedy przestała bać się czegokolwiek i kogokolwiek.
- Co mnie może gorszego spotkać – powtarzała jak automat.
Ruskich też się nie bała, przecież zabrali jej już wszystko co było dla niej cenne. Jej świat się skończył. Ale pozostanie w Wormditt oznaczało jedno - hańbę i prawdopodobnie śmierć. Jeszcze bardziej bezsensowną niż śmierć jej synów.
Dlatego skorzystała z propozycji Helmuta, najstarszego brata męża, który załatwił jej bilet na statek, którym popłynie z Gdingen do Kiel, a stamtąd uda się do Hamburga. Helmut, jako wpływowy działacz partyjny miał duże możliwości i obiecał pomóc. Chciała mu być za to wdzięczna, ale nie potrafiła.
Dopiero dziś, w dniu wyjazdu poczuła, jakby odkręcił się jakiś zawór i zaczęła czuć ponownie. Nie tak samo jak kiedyś, ale jednak czuła. Poczuła jakąś dziwną, nieakceptowaną satysfakcję, jakby ktoś wbrew jej woli napełnił ją chęcią życia. Żal, który pojawił się, gdy uświadomiła sobie, że definitywnie żegna się ze wszystkim co kochała przyćmił ból i smutek, który trwał w niej nieprzerwanie od śmierci drugiego syna. O dziwo ta mieszanka spowodowała, że zapragnęła żyć na nowo. Wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Dobry Bóg jednak jej nie opuścił w najgorszym dla niej momencie życia. Pokrzepiona sprawdziła czy zabrała ze sobą bilet na statek. Był na swoim miejscu. Zaczęła inaczej patrzeć na mijane domy, domy znajomych, koleżanek. Znała każdy zakątek tego małego miasteczka, prawie wszystkich jego mieszkańców, tu się urodziła, wychowała i pracowała. To była jej ukochana ojczyzna. Wróciła pamięcią do lat młodości spędzonych w szkole, niezapomnianych wakacji nad jeziorem Tafter. Te piękne, leśne krajobrazy, szumiące stare drzewa. Te cudowne, letnie wieczory przy ognisku: ze śpiewem, w gronie rozradowanych przyjaciół. Festyny i potańcówki w urokliwym Oberheide, gdzie tłumnie zjeżdżali na wypoczynek mieszkańcy Wormditt. Aż jej się łzy w oczach zakręciły i zamgliły widok. A już myślała, że nie potrafi płakać, że wszystkie łzy, jakie miała już wypłakała. Uśmiechnęła się nieśmiało, pierwszy raz od kilku lat. Dobrze, że nikogo nie było w pobliżu. Co by ludzie pomyśleli: stara wariatka całkiem zbzikowała.
Pora była wczesna, ulice puste, miasto sprawiał wrażenie opuszczonego, tylko wojskowe posterunki stojące na skrzyżowaniach świadczyły o tym, że tak nie jest. Żołnierze grzali się przy rozpalonych ogniskach. Oni nie mogli wyjechać, byli przykuci rozkazami i prawdopodobnie zdawali sobie z sprawę ze swego beznadziejnego położenia. Nikt nie mógł już zmienić ich losu.
Przypomniała sobie pierwszą pracę po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej, w szpitalu dla epileptyków i umysłowo chorych w St. Andreasberg. Jakie wszystko wtedy wydawało się proste, jakie życie było wtedy łatwe.
Potem druga praca w szpitalu St. Elisabeth i przystojny, młody lekarz Paul Waschetta, który przyjechał z Hamburga do pracy w prowincjonalnym szpitalu i któremu wpadła w oko już pierwszego dnia. Potem wielka miłość, cudowny czas narzeczeństwa, ślub w ,,Central Hotelu’’ naprzeciwko ratusza. Potem przyszli na świat synowie, ich beztroskie dzieciństwo i wiele lat spokojnego, udanego życia.
A potem wszystko diabli wzięli – zakończyła nad podziw spokojnie zbliżając się do dworca kolejowego.
Stacja Wormditt była ważnym węzłem kolejowym w Prusach Wschodnich, ruch w tym okresie był wyjątkowo wzmożony. Przede wszystkim ze względu na uciekinierów, ale nie tylko. Armia nie zamierzała poddać się bez walki, wojsko korzystało z transportu kolejowego przewożąc ludzi i sprzęt.
Dobrze, że przyszła wcześniej, kolejki do obu kas liczyły po kilkadziesiąt osób.
Mimo, że ludzi było wielu, w pomieszczeniu dworca panowała cisza i porządek. Na wszystkich twarzach malował się smutek, nawet dzieci, których było spora gromadka zachowywały się nienaturalnie spokojnie. Żal było patrzeć.
Udało jej się kupić bilet w pierwszej klasie, do odjazdu pociągu miała jeszcze ponad pół godziny, postanowiła więc wstąpić na herbatę do bufetu. Tu też panowała grobowa cisza, nawet piwosze siedzący nad kuflami mieli takie miny, jakby ktoś im dziegciu do kufli dolał.
Herbata jej nie smakowała, ale ją rozgrzała. Musiała się porozpinać.
Pociąg przyjechał w wyznaczonym czasie. Mimo tłoku ludzie spokojnie zajmowali miejsca w wagonach. Również Greta wkrótce mogła usiąść na swoim miejscu, przy oknie. W wagonie było ciepło i przytulnie.
Raz jeszcze dziękując z całego serca Bogu zerknęła na swoją przepustkę do nowego życia - bilet uprawniający do zajęcia miejsca w kabinie pasażerskiej numer 173 na statku ,,Wilhelm Gustloff”.
Za tę wiadomość podziękował(a): ewa

Powieść ,,Stacja Wormditt" 2023/03/08 12:27 #2

  • ewa
  • ewa Avatar
  • Wylogowany
  • Admin
  • Posty: 620
  • Otrzymane podziękowania: 20
Może to zrobimy w bardziej uporządkowany sposób i puścimy przez portal? Będzie bardziej czytelnie. Pozdrawiam

Powieść ,,Stacja Wormditt" 2023/03/08 20:58 #3

  • Aszok
  • Aszok Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Sekcja historyczna
  • Posty: 409
  • Otrzymane podziękowania: 39
Witam serdecznie i pozdrawiam!
Nie mam nic naprzeciw - jestem - za!
REKLAMA

Powieść ,,Stacja Wormditt" 2023/03/08 21:17 #4

  • ewa
  • ewa Avatar
  • Wylogowany
  • Admin
  • Posty: 620
  • Otrzymane podziękowania: 20

Witam serdecznie i pozdrawiam!
Nie mam nic naprzeciw - jestem - za!

Świetnie, będzie powieść w odcinkach. Ubolewam tylko że tak mało ludzi teraz czyta, wolą oglądać obrazki :(

Powieść ,,Stacja Wormditt" 2023/03/08 21:20 #5

  • Aszok
  • Aszok Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Sekcja historyczna
  • Posty: 409
  • Otrzymane podziękowania: 39
Cóż na to poradzić - takie czasy... Może się jeszcze opamiętają. My - róbmy swoje!
  • Strona:
  • 1