Reminiscencje - Forum Ornecianki
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT:

Reminiscencje 2022/10/29 09:52 #1

Chcę się podzielić moimi wrażeniami i przemyśleniami zwiazanymi z tłumaczeniem dwóch wierszy niemieckiej poetki, dawnej mieszkanki Prus Wschodnich – Agnes Miegel. Jak mi kolega Adam zaproponował tłumaczenie pierwszego ,, Es war ein Land”, to się ucieszyłem jakbym otrzymał bardzo dokładnie zapakowany prezent, niewiadomego przeznaczenia.
Co mnie do tego skłoniło? Po pierwsze – mój patriotyzm lokalny, którym się wręcz afiszuję, bo te wiersze są tematycznie z Warmią związane, a po drugie – ciekawość. Ciekawość – jak swoją miłość do ziemi ojczystej (tej samej, co moja) przeżywał ktoś zupełnie różny ode mnie, żyjący w całkowicie odmiennej rzeczywistości i czasie. Zderzenie było, delikatnie rzecz ujmując – gwałtowne. Z jednej strony – ja, prosty chłopina urodzony w przybranej ojczyźnie, ale emocjonalnie z nią związany (zakochany), bardzo słabo znający język niemiecki, a z drugiej - Niemka, znana poetka, apologetka ruchu nazistowskiego, nie kryjąca swych przekonań politycznych i poglądów, hołubiona przez hitlerowców, wielokrotnie przez nich nagradzana, sądzona po wojnie za swą działalność (sąd ją uniewinnił, zapytana jak może żyć z taka przeszłością, odpowiedziała ,, Nie zamierzam się przed kimkolwiek tłumaczyć. Bóg mnie osądzi”).
Pojawił się dylemat, wahałem się – czy to moralne, stawiać na jednej płaszczyźnie moje, czyste, niczym nie skażone emocje z emocjami… kogoś takiego. Po krótkiej, ale wnikliwej analizie, ciekawość wzięła górę. Utwierdziłem się w przekonaniu, że Agnes nie urodziła się nazistką, była dzieckiem, młodą dziewczyną, w końcu – dorosłą kobietą. Jej miłość do ojczystej ziemi pojawiła się prawdopodobnie już w dzieciństwie i umacniała wraz z upływem czasu, zanim została nazistką.
Jak już znalazłem usprawiedliwienie, to spiesznie zabrałem się za pracę. Pozornym ułatwieniem miał być translator, ale kto kiedykolwiek próbował korzystać z jego pomocy przy tłumaczeniu wiersza, ten wie, że nie tędy droga. Mimo tego, zadanie miałem i tak ułatwione – miałem się zmierzyć tylko z treścią artystyczną tekstu, króry był czytelny, drukowany. Po moich doświadczeniach z rozszyfrowaniem listu pisanego odręcznie, przez jedną z przedwojennych ,,ornecianek”, mieszkankę ulicy przy której dorastałem, to była przysłowiowa ,,bułka z masłem” (z bardzo smacznym masłem). Tamten list odszyfrowywałem ponad pół roku.
Nie potrafię nazwać emocji, które mi towarzyszyły przy tłumaczeniu, zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że jej wiersz nolens volens ,,przebarwiłem” po swojemu, ale było to coś niesamowitego, coś nieporównywalnego z niczym, czego do tej pory doświadczyłem. Creme de la creme. Odbyłem wycieczkę w nieznane, niewyobrażone obszary. Spojrzałem na znane mi miejsca oczami kogoś innego, starałem się przeżywać to samo, przebywałem w przeszłośćci. Widziałem to, czułem. Nawet w najśmielszych wizjach nie spodziewałem się, że tłumaczenie wiersza może dostarczyć tyle niesamowitych wrażeń i satysfakcji.
Z drugim wierszem - ,,Wormditt” to była już całkiem inna przygoda. Ale równie ciekawa i satysfakcjonująca. To już był ,,powrót do przeszłości”. Smaczku dodawał fakt, że to o moim ukochanym, rodzinnym mieście, i że tłumaczyłem go przebywając w tym czasie na upalnym, sierpniowym urlopie, w Ornecie. Mniej więcej wiedziałem, czego się mogę spodziewać po autorce i nie zawiodłem się. To niesamowite, ale wrażenia były podobne do tych, które przeżywałem oglądając ,,Opowieść wigilijną” w reżyserii Zameckisa z 2009r. Magia słowa dorównała iluzji X muzy.
Potrzebowałem podzielenia się tym, mimo że już trochę czasu upłynęło. To nadal we mnie tkwi i mam nadzieję, że tak pozostanie. Nie mnie oceniać, jak te tłumaczenia wypadły, ale wiem jedno – gdybym tego nie zrobił bardzo wiele bym stracił. Dzięki za uwagę.




PS Nie odpowiadam za układ strony (maszyna wie lepiej gdzie powinny być ustawione słowa tekstu)


Mieczysław Łuksza
  • Strona:
  • 1