Wiersz Agnes Miegel - Forum Ornecianki
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT:

Wiersz Agnes Miegel 2022/05/07 19:59 #1

Nie tylko my dostrzegamy piękno ziemi na której przyszło nam dorastać. Nie tylko my - aktualni ,,gospodarze", kochamy tę wyjątkową krainę.
Adamnel, z podziwu godną cierpliwością, tłumaczy książkę Franza Bucholza opisującą życie mieszkańców Wormditt przed II Wojną Światową.
Znalazł tam wiersz poetki Agnes Miegel, który mu się spodobał. Poprosił mnie, żebym przetłumaczył go na język polski. Mimo, że artystka była zagorzałą sympatyczką nazizmu i Hitlera, należała zresztą do partii, była wielokrotnie przez faszystowskie władze nagradzana za swą twórczość - zgodziłem się. Nie jest ono dosłowne, zmodyfikowałem go nieco, a jak to wyszło - sami możecie ocenić.
Przedstawiam wersję oryginalną i moją.

Es war ein Land
Agnes Miegel

Es war ein Land...



O kalt weht der Wind über leeres Land,
O leichter weht Asche als Staub und Sand!
Und die Nessel wächst hoch an geborstner Wand,
Aber höher die Distel am Ackerrand!
Es war ein Land, - wo bliebst Du, Zeit?
Da wogte der Roggen wie See so weit,
Da klang aus den Erlen der Sprosser Singen
Wenn Herde und Fohlen zur Tränke gingen,
Hof auf, Hof ab, wie ein Herz so sacht,
Klang das Klopfen der Sensen in heller Nacht,
Und Heukahn an Heukahn lag still auf dem Strom
Und geborgen schlief Stadt und Ordensdom, -
In der hellen Nacht, - der Johannisnacht!
Es war ein Land, - im Abendbrand
Garbe an Garbe im Felde stand.
Hügel auf, Hügel ab, bis zum Hünengrab
Standen die Hocken, brotduftend und hoch,
Und drüber der Storch seine Kreise zog.
So blau war die See, so weiß der Strand
Und mohnrot der Mond am Waldesrand
In der warmen Nacht, - der Erntenacht!



Es war ein Land, - der Nebel zog
wie Spinnweb, das um den Wacholder flog,
Die Birken leuchteten weiß und golden,
und korallen die schweren Quitschendolden,
Die Eicheln knirschten bei Deinem Gehn
In den harten Furchen der Alleen.
Ein Stern mir blinkte, fern und allein,
Und Du hörtest im Forst die Hirsche schrein
In der kalten Nacht, - der Septembernacht!
Es war ein Land, - der Ostwind pfiff,
Da lag es still wie im Eis das Schiff,
Wie Daunen deckte der Schnee die Saat
Und deckte des Elchs verschwiegenen Pfad.
Grau fror die See an vereister Buhne
Und im Haff kam Fischer und Fisch zur Wuhne.
Unter warmem Dach aus Stroh und Ried
Klappte der Webstuhl zu altem Lied:
‘Wi beid’, wi sönn noch jong on stark,
wie nähr'n ons möt eigne Hände, -“

Es war ein Land, - wir liebten dies Land, -
Aber Grauen sank drüber wie Dünensand.
Verweht wie im Bruch des Elches Spur
Ist die Fährte von Mensch und Kreatur, -
Sie erstarrten im Schnee, sie verglühten im Brand,
Sie verdarben im Elend in Feindesland,
Sie liegen tief auf der Ostsee Grund,
Flut wäscht ihr Gebein in Bucht und Sund,
Sie schlafen in Jütlands sandigem Schoß, -
Und wir letzten treiben heimatlos,
Tang nach dem Sturm, Herbstlaub im Wind, -
Vater, Du weißt, wie einsam wir sind!
Nie zu klagen war unsre Art,
Du gabst und Du nahmst, - doch Dein Joch drückt hart!
Vergib, wenn das Herz, das sich Dir ergibt,
Nicht vergißt, was zu sehr es geliebt.





To był kraj

Agnes Miegel



Była tam ziemia...

O chłodzie wieje wiatr nad pustą ziemią,

O lżejsze są prochy niż pył i piasek!

A pokrzywa rośnie wysoko na szczeciniastej ścianie,

Ale wyżej oset na skraju pola!

Był taki kraj, - gdzie byłeś, czas?

Tam żyto falowało jak morze do tej pory,

A z olch śpiewały dzwońce

Gdy stado i źrebię poszły do wody,

Podwórko w górę, podwórko w dół, jak serce tak delikatne,

Odgłos kos bijących w jasną noc,

A barka z sianem za barką leżała nieruchomo na strumieniu...

I bezpiecznie spało miasto i katedra.

W jasną noc, - noc św. Jana!

To była ziemia, - w wieczornym ogniu

Snopek po snopku stał na polu.

Wzgórze w górę, wzgórze w dół, do grobu kopców

Kucki stały, pachnące chlebem i wysokie,

A nad głową bocian zakreślił swoje kręgi.

Tak błękitne było morze, tak biała plaża

A na skraju lasu czerwień makowa księżyca

W ciepłą noc, - w noc żniw!








To była kraina, - mgła ciągnęła

Jak pajęczyny, które latały wokół jałowca,

Brzozy lśniły bielą i złotem,

i korali ciężkich, skrzypiących baldachimów,

Żołędzie chrzęściły, gdy szedłeś...

W twardych bruzdach alei.

Gwiazda mrugała dla mnie, daleko i samotnie,

I słyszałeś, jak jelenie płaczą w lesie

W zimną noc, - wrześniową noc!

To była ziemia, - gwizdał wschodni wiatr,

Statek leżał nieruchomo jak w lodzie,

Śnieg przykrył nasiona jak puch

I pokrył tajną ścieżkę łosia.

Na oblodzonej grobli morze zamarzło na szaro.

A w zalewie pojawili się rybacy i ryby do stawu.

Pod ciepłym dachem ze słomy i trzciny

Krosno klekotało do starej piosenki:

'My obaj, my ciągle jeszcze jong on stark,

Jak żywimy się własnymi rękami...".



To była ziemia, - kochaliśmy tę ziemię, - kochaliśmy ją.

Ale przerażenie zasypało ją jak piasek wydmy.

Rozwiewa się jak ślad łosia na wietrze

Jest szlakiem człowieka i stworzenia

Zamarzali w śniegu, płonęli w ogniu,

Rozkładali się w nędzy na terytorium wroga,

Leżą one głęboko na dnie Bałtyku,

Przypływ obmywa ich kości w zatoce i w dźwięku,

Śpią na piaszczystym łonie Jutlandii.

A my - ostatni bezdomni,

Tang po burzy, jesienne liście na wietrze -.

Ojcze, Ty wiesz, jak bardzo jesteśmy samotni!

Nigdy nie narzekać - to był nasz sposób,

Dałeś i zabrałeś, ale jarzmo Twoje jest ciężkie!

Przebacz, jeśli serce, które się Tobie poddaje,

Nie zapominaj o tym, co zbyt dobrze kochał.
  • Strona:
  • 1