Jadą wozy kolorowe….

Gmina
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Wśród szybko mknących samochodów na szosie do Ornety pojawił się konwój wozów konnych na drewnianych kołach - sentymentalna historia sprzed ponad 800 lat. Szosa wijąca się wśród warmińskich pól i lasów, otoczona szpalerami starych drzew ciepło przyjęła strudzony tabor. To był piękny widok połączony z wycieczka w czasie - repliki kupieckich wozów ciągnięte przez zaprzęgi konne używane na handlowych szlakach całej Europy sprzed kilku wieków. Proste i solidne konstrukcje z mocnego drewna, sprawdzone już przez rzymskie legiony, wyprawy odkrywców i kupców miały coś z inżynierskiej genialności. Znosiły nie tylko ogrom różnorodnych towarów od ciężkich kutych mieczy do kolorowego płótna i zamorskich przypraw, ale również podróże przez pół Europy mające często po kilka tysięcy kilometrów. Prostsze wtedy były nie tylko wozy, ale i wszelkiego rodzaju przygotowania do wielomiesięcznych podróży. Żadnych technicznych badań, wiz, paszportów, stempelków, zielonych kart, lotnych patroli czy rezerwacji hoteli i przystanków na stacjach paliw. Zamiast płatnych autostrad i budek gdzie „myto” błyskawicznie odciąża kieszeń każdego kierowcy ubite trakty przebiegały między nielicznymi miastami i osadami, wokół panował niezmącony spokój, powietrze bez smrodu spalin, przydrożne gospody i karczmy ( z wyszynkiem zwanym dziś regionalną kuchnią), a i ekologiczna trawa dla zaprzęgu znajdowała się na wyciągnięcie ręki (ogrom łąki zadawał najwybredniejsze końskie pyski). I mimo, że cel podróży często był daleki to droga się nie nużyła.

Czas płynął wolniej, a życie miało swój smak. Podróż przeplatana była dźwiękiem skrzypiących kół wozów, klapaniem końskich kopyt, czasami krzykiem woźnicy, czasami popasem przy urokliwym jeziorku czy rzece. Dawało to dystans do życia. Żadnych drapieżnych pogoni za pieniądzem czy karierą. Życie nie uciekało jak pędzące Porsche 911 z dorobkiewiczem za kierownicą. Często cel podróży był bardzo prozaiczny- wyjazd na pobliski jarmark z wozem pełnym płodów lub na pole do prac rolnych. Czasami podróż w pocztowym dyliżansie odbywała w „ sprawach biznesu”….a czasami była to dramatyczna ucieczka przed napięciami religijnymi, wojnami i zwykłą biedą . I właśnie ponad 800 lat temu mieszkańcy zniszczonej wojną Flandrii postanowili poszukać bezpiecznego kawałka ziemi dającego dostanie życie. Skromni, odważni i z wielką nadzieją w sercu ruszyli na wschód – tajemniczy i mało znany dla Europy. W tej podróży nie byli osamotnieni . Wśród nich znaleźli się również Holendrzy, którzy tak mocno upodobali sobie Warmię i Żuławy. To oni zbudowali niejedną historię na warmińskich łąkach i mokradłach.

Czym tym kolonistom udało się znaleźć TO ich wymarzone miejsce? Chyba tak. Po drodze zakładali osady i wioski, które rozwijały się dzięki ich znojnej i upartej pracy. Żyli skromnie, ale szczęśliwie. Niektórzy z nich dotarli bardzo daleko od rodzinnej Flandrii - do Wielkiego Nowogorodu i tam się osiedli. Ta niesamowite karty historii stały się ideą zorganizowania podróży w czasie. Grupa niemieckich miłośników historii, podróży i przede wszystkim koni postanowiła ruszyć jednym z najstarszych traktów handlowych w Północnej Europie; z niemieckiego miasta Brucke do rosyjskiego Wielkiego Nowgorodu – szlakiem Hellwig. Podążają śladami dawnych kupców handlowym, którzy swoje fortuny zawdzięczali rozwijającym się miastom hanzeatyckim jak również niezwykle chłonnemu rynkowi „zbytu wszelakich towarów” wzdłuż tego szlaku. Razem z taborem kolorowych wozów „podróżuje” dzwon pokoju, który swym dźwiękiem wzdłuż całej trasy przypomina o istocie życia w świecie – życia w pokoju. To piękne przesłanie podąża od miasta do miasta, a na całej trasie słychać rozbrzmiewający dźwięk tego dzwonu. Podczas rozmów nasi goście niejednokrotnie podkreślali, że ich podróż jest również symbolem jednoczenia się Europy.

Podobnie tak jak przed wiekami osadnicy, podróżnicy i kupcy „łączyli” różne narody właśnie wzdłuż tego szlaku liczącego prawie 2000 lat tak teraz taborowi podróżnicy starają się nieść przesłanie o pokoju, szacunku dla tradycji i historii innych narodów. Na swojej drodze, jak mówią, spotykają życzliwych i otwartych ludzi. Gościnnych i ciekawych tradycji gości. Wystarczy kilka chwil wśród mieszkańców wsi i miasteczek, kilka uścisków rąk i radosnych uśmiechów by znużeni podróżnicy poczuli się jak u siebie w domu. Proste gesty, może dla innych nie mające znaczenia, mają jednak niewyobrażalną moc i energię. Często jest to podarowane jabłko zerwane z przydomowego sadu, wiązka siana dla koni, miska domowych pierogów prosto z domowej kuchni czy zwykły szczery dziecięcy uśmiech . I miejmy nadzieję, że długo tak będzie na tej pięknej kochanej Warmii. Dla gości drzwi domostw będą stały otworem. Gospodarzem, który podejmował tych niezwykłych podróżników w Ornecie był dyrektor OSiR oraz przedstawiciel władz miasta. Jak wiekowa tradycja nakazuje nie zapomniano o wymianie podarunków. Zwyczaj ten niezwykle był ważny szczególnie podczas dalekich „kupieckich” podróży. Dziś ma wyraz symboliczny życzliwości, gościnności i otwartości. Mieszkańcy Ornety otrzymali pięknie wykonany mosiężny dzwon i bochen przepysznego chleba. Przy dźwiękach tegoż dzwonka, każdy mógł spróbować smaku chleba , którego receptura nie zmieniła się od wieków. Pyszny, pełen domowego zapachu, z wypieczoną skórką szybko rozszedł się wśród uczestników spotkania.

Gospodarze oprócz gościnności i zapewnienia dachu nad głową przekazali podróżnikom skromny dar. Symboliczny dzwonek, który swoją magiczną muzyką ma przypominać, że bramy miasta nad Drwęcą Warmińską są zawsze otwarte dla gości. Po prostu: tu warto wracać, bo zawsze można spotkać wielu gościnnych i życzliwych ludzi. Wielu z nich, podobnie jak Flandrowie przed wiekami, szukali spokojnego i szczęśliwego miejsca na ziemi. Po wielu latach dramatycznej wojennej tułaczki znaleźli go właśnie na Warmii. To ludzie wielkiego serca, którzy potrafią podzielić się „ostatnią kromką chleba” i znajdą dla strudzonych wędrowców miejsca przy ciepłym piecu. Szkoda, że te wspaniałe stare pokolenie powoli odchodzi. Jednak wśród następców można zobaczyć to co ich ojcowie mieli w sercu jadąc w nieznane: NADZIEJĘ. I z taką też nadzieją tabor wozów odjechał żegnany przy mieszkańców Ornety.

 

 

 

Forum - ostatnie posty